| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
agajg Nowy użytkownik
Dołączył: 10 Kwi 2005 Posty: 541 Skąd: Jelenia Góra
|
Wysłany: Nie Lip 23, 2006 10:28 am Temat postu: Gdy dziecko coś połknie... |
|
|
Mój Krzyś jak każdy dzidziuś wszystko bierze do buzi.Bardzo pilnuję by nie połknął czegoś co by mu zaszkodziło.Pilnuję też Radka by nie zostawiał przy nim np klocków Lego i tego rodzaju drobnych rzeczy.Czasem jednak obawiam sie ze coś przeoczę i wtedy boje sie ze jemu cos sie bedzie dziac a ja nie bede znała przyczyny.Jakie są objawy i kiedy zaczynaja sie one pojawiac gdy u dziecka cos zalega - w przewodzie pokarmowym- i nie moze tego wydalic. _________________ www.totsites.com/tot/krzys
www.radek.smyki.pl
Stronka naszego kolegi Oskara
www.oskar.babyfoto.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
dudeczka_18 Nowy użytkownik
Dołączył: 10 Sty 2006 Posty: 1604 Skąd: Reading
|
Wysłany: Nie Lip 23, 2006 10:58 am Temat postu: re: Gdy dziecko coś połknie... |
|
|
Mnie tez to bardzo zastanawia i martwi ale racz boje sie zeby cos nie stanelo jej w gardelku co zrobic jak sie dzieckoczyms dlawi?????ja jak bylam mala polknelam zlotowke i stanela mi w gardle ale na szczescie nie na plasko!Ale nie moglam nawet sliny przelknac!Zostalam w szpitalu na jedna noc ale do tej pory pamietam jak plakalam za mama  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Stella12 Nowy użytkownik
Dołączył: 24 Sie 2005 Posty: 11068 Skąd: Chicago
|
Wysłany: Nie Lip 23, 2006 5:48 pm Temat postu: re: Gdy dziecko coś połknie... |
|
|
ja jak bylam mala poklnelam metalowe zapiecie od korali (mniej wiecej 1 cm na 50 mm wielkosci) i stalo sie to w przedszkolu. balam sie komukolwiek przyznac, myslalam, ze umre niedlugo wiec caly czas plakalam. kazda osoba dorosla porobowala sie ode mnie dowiedziec czemu placze, co sie stalo. nikomu nic nie chcialam powiedziec. nie pamietam jak to sie skonczylo... chyba dochowalam tajemnicy do konca. w kazdym razie w szpitalu nie bylam, wiec musialo samo wyjsc
a powiem wam co sie kiedys tutaj stalo. na plazy mala 5-cio letnia dziewczynka jadla landrynke i ta utknela jej w przelyku tak, ze dziecko calkowicie przestalo oddychac, poprostu umieralo. nie dalo sie niczym tego wydobyc, zaczelo siniec i juz wszystcy mysleli, ze to koniec. jednak byl na plazy konczacy medycyne chlopak, czy moze juz robiacy specjalizacje, nie pamietam i szybko zareagowal, ale jedyne co juz mogl zrobic to traheotomie (czyli ta dziure w gardle) i zrobil to tym co mial, czyli tym otwieraczem do puszki i intubowal ja rurka od coca coli. w kazdym razie uratowal jej zycie!!! wyobrazcie sobie dziecko przezylo, a jej matka wytoczyla mu proces o zeszpecenie jego corki!!! ze niby powinien pokryc teraz koszty leczenia i likwidowania blizny po tym nacieciu jakas kretynka do potegi n-tej ja to bym takiemu chlopakowi do konca zycia dziekowala i zawsze moglby na moja pomoc liczyc, a nie jeszcze po sadach ciagala za uratowanie zycia mojemu dziecku!!!  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
agajg Nowy użytkownik
Dołączył: 10 Kwi 2005 Posty: 541 Skąd: Jelenia Góra
|
Wysłany: Nie Lip 23, 2006 7:14 pm Temat postu: re: Gdy dziecko coś połknie... |
|
|
Nienormalna matka!!! Mi Radek bardzo czesto sie dlawil nawet tez do utraty przytomnosci.A z tym polykaniem to boje sie np tego ze podobno rengen nie wykaze na zdjeciu plastikowych rzeczy tylko metalowe a taki pplkniety plastik moze tez zaszkodzic gdy nie zostanie wydalony papier a raczej celuloza w nim zawarta nie jest trawiona i gdy "przyklei" sie do zoładka moze narobic strasznej szkody.Takich rzeczy sie tez boje!!! _________________ www.totsites.com/tot/krzys
www.radek.smyki.pl
Stronka naszego kolegi Oskara
www.oskar.babyfoto.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Esmeralda_pl Nowy użytkownik
Dołączył: 22 Sty 2003 Posty: 6848
|
Wysłany: Nie Lip 23, 2006 7:43 pm Temat postu: re: Gdy dziecko coś połknie... |
|
|
a z serii takich historii, że mózg staje, to ja mam jedną z Kanady...
Chyba ze 3 lata temu (prawie na pewno, bo tylko wtedy byłam tam w lipcu) w Montrealu była taka historia, że facet jechał do pracy ze swoim chyba rocznym dzieckiem. Po drodze miał je zawieść do żłobka... Ale zapomniał... Pojechał na krańcówkę metra i tam zostawił samochód na wielkim parkingu - wiecie goły plac... Lipiec w Montrealu to straszne upały... Dodam, że dziecko zostawił w samochodzie... Juz popułudniu zobaczyli małeństwo jacyś ludzie... Niestety było za późno...
I wiecie co zrobiła policja? Nic... totalnie nic... Bo się przecież straszna tragedia rodzicom wydarzyła... a jakaś babka, to im nawet wycieczkę dookoła świata zafundowała...
Wiele wyjaśniło to, że rodzice nie byli małżeństwem... W Kanadzie nie ma żadnych świętości - rodzina, małżeństwo, dzieci? Najważniejsze, zebyś ty się dobrze czuła, a reszta? Nieważne... _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Debug: page generation = 0.17285 seconds, sql queries = 4
|